- Przepraszam, że tak pana napadłam.

jakby mniej smutna.
- Nie zostanę tu ani dnia dłużej - oznajmiła stanowczo. - Nie mogę.
Kiedy Mały Książę powrócił na swoją planetę, spostrzegł, że Róża z przejęciem go wyczekiwała.
- Nic na nikogo nie zwalam!
- Gdybyś zmieniła zdanie i chciała wrócić, powitam cię z otwartymi ramionami - zapewnił. - Mogę nawet niańczyć małego, bylebyś tylko z nami pracowała!
- Mogłabym... - zaczęła powoli, jakby z wahaniem.
- Wówczas nie byłoby problemu, ale to nie takie pro¬ste... Dużo osób urosło w siłę podczas ciągłej nieobecności Franza i Jeana-Paula. Zgromadzili majątki i chcą więcej, chcą władzy. Rozszarpią ten kraj między siebie. Proces roz¬padu już trwa. Zagraniczne firmy wycofują się z naszego rynku. Wyjeżdżają nasi naukowcy i specjaliści, emigruje młodzież, zwłaszcza ta najzdolniejsza. Nie widzą dla siebie przyszłości w Broitenburgu.
Tego już było za wiele! Nawet nie pamiętała imienia chłopca? Miał ochotę udusić ją gołymi rękami.
- Bo wśród tych róż nie było ciebie. Ty jesteś...
cofnął.
Pijak nie odpowiedział. Wyciągnął rękę po kolejną pełną butelkę, lecz zatrzymał ją w połowie drogi, a potem ją
Tammy upuściła plecak na podłogę, w ułamku sekundy znalazła się przy łóżeczku i porwała chłopczyka w objęcia. Wtuliła twarz w jego włoski. Dopiero teraz uwierzyła w to, co powiedział Mark. Rzeczywiście miała siostrzeńca. Henry istniał naprawdę, można było go dotknąć.
- Nie możesz?
się więc z nimi, ze pozostawią go przy pierwszym człowieku, jakiego napotkają.

Powetowaliśmy to sobie w łóżku.

Z przyklejonej do folii koperty wyjąłem wszystkie kartki, z wyjątkiem jednej. Farba bowiem przeniknęła przez
nie będzie, prawda? Do tej pory broniłeś się przed miłością. Wolisz się do nikogo nie przywiązywać. Zmieniasz kobiety jak rękawiczki. Ale z Henrym jest inaczej. Jego nie możesz
- Nie rozumiem - szepnęła, próbując zyskać na czasie.


- Jeśli pani odrzuci moją propozycję, to nic. A gdyby
że jakiś niesamowicie cwany haker... oczywiście nie
odpoczniesz? Podać ci coś ciepłego do picia?

Uśmiechnął się.

Ash pewnie był tym, który kazał reszcie czekać na
D. adresu opiekunki środowiskowej.
pracująca kobieta.